Ty nie możesz przyjść do muzeum, muzeum przyjdzie do Ciebie

Nie mogą Państwo odwiedzać naszego muzeum dlatego chcemy zaproponować historię oleskiej dżumy z 1708 r. w odcinkach na naszym profilu. Tekst z książki Ewy Cichoń i Mirosława Dedyka „Kościół św. Rocha, Rozalii i Sebastiana w Grodzisku.

Rozdział drugi.

 

Alegoria oleskiej dżumy na obrazie w kościele św. Rocha w Grodzisku

2) „Jedni śmiercią, drudzy zaś brzidkiemi wrzodami, Drudzy zaś niemocami byli ukarani” – objawy dżumy.

„Mors certa, hora incerta”

„Śmierć (jest) pewna, (jej) godzina niepewna”.

          Ante Portas – u bram miasta stanęła  Śmierć z kosą…  Począwszy od lutego 1708 r. niektórych mieszkańców Olesna poczęła trapić coraz wyżej rosnąca gorączka, która przechodziła w zamroczenie i ogólne osłabienie. Przerażenie wzbudzały pojawiające się wrzody i krosty na całym ciele, do tego powiększone węzły chłonne, które wkrótce  rozmiękały, ulegając  samoistnemu przebiciu. Czarne guzy w pachach i pachwinach zwiastowały niechybną śmierć. W mieście pojawiły się przypadki  dżumy czarnej zwanej też gruczołową, dymieniczną lub zarazą pachwin.

Wywoływała ją pałeczka dżumy o nazwie Yersinia pestis,  odkryta w 1893 r. przez japońskiego bakteriologa Shibasaburo Kitisato i francuskiego bakteriologa Alexandre Yersin.  Przenosicielem zarazka była pchła szczurza zwana  Xenopsylla cheopis, która zarażała przez ukąszenie. W następstwie infekcji bakterie migrowały  wraz z krwią i chłonką do węzłów chłonnych, co po około pięciu dniach objawiało  się regionalnym powiększeniem tych narządów, tzw. dymienicą. Postać dymienicza dżumy wywołana może być także spożyciem skażonego pokarmu lub wody (rzadkie u ludzi). W początkowym okresie, pierwszych 6-8 godzinach, występowały objawy nieswoiste, takie jak wysoka gorączka (powyżej 38°C), poty, dreszcze, rozszerzenie naczyń krwionośnych, ból głowy i znaczne osłabienie. Później pojawiało się powiększenie węzłów chłonnych, nawet do ok. 10 cm, zwłaszcza pachwinowych, szyjnych lub innych oraz objawy zapalenia naczyń chłonnych. Powiększone węzły chłonne stawały się bolesne, czasem wywołując przykurcze kończyny, miękkie z powodu martwicy o mechanizmie zawału i zmian ropnych w centralnych jego częściach, ich zawartość mogła  ulec opróżnieniu przez samoistne przetoki. W lekkich przypadkach dżumy dymieniczej – z łac. Pestis minor proces chorobowy ograniczał się do jednej grupy węzłów chłonnych, nawet bez wytworzenia przetoki. Zwykle jednak powstawały  dymienice wtórne zajmowane przez  kolejne grupy węzłów chłonnych. W rzadkich przypadkach zmiany dymienicze powstawały tylko w głęboko położonych węzłach chłonnych. Były  to przypadki bardzo trudne do rozpoznania, przypominając przebiegiem ciężkie postacie duru brzusznego lub cięższej postaci – dżumy septycznej. Bez leczenia postać dymienicza kończyła się śmiercią w 50% przypadków. Okres wylęgania wynosił 3-6 dni.

W późniejszej fazie zaraza przybrała w Oleśnie jeszcze brutalniejszą postać płucną- najbardziej zaraźliwą i najcięższą z chorób zakaźnych. Rozpoczynała się ona gorączką, silną dusznością, krwiopluciem i sinicą. Do zakażenia dochodziło drogą kropelkową lub przez krew. Śmierć następowała w ciągu kilku dni z powodu wstrząsu i duszności. Postać płucna charakteryzuje się niezwykłą zaraźliwością drogą kropelkową bez pośrednictwa pcheł. Zapalenie płuc w dżumie ma charakter krwotocznego, odoskrzelowego zapalenia z odczynem włóknikowym w opłucnej. Z tego czasu pozostało nam do dzisiaj powiedzenie „na zdrowie”, gdy ktoś kichnie. Kroniki bowiem podają, iż wiele osób zarażało się  podczas kichnięcia przy dżumie płucnej.

Powikłaniem po tych dwóch rodzajach choroby jest dżuma septyczna- posocznicowa, powodująca biegunkę, wymioty i wysypkę skórną. W ciągu dnia lub dwóch dni od jej wystąpienia człowiek może zejść z tego świata. W wyniku zakażenia uogólnionego, jako reakcja makroorganizmu, pojawia się uogólniony zespół odczynu zapalnego (łac. Sepsis). W jej wyniku powstają mikrozatory bakteryjne w końcowych naczyniach krwionośnych palców rąk i stóp oraz nosa, czego skutkiem była zgorzel objawiająca się czarnym zabarwieniem tkanek. Objawy te były zbliżone do opisów epidemii „czarnej śmierci” w średniowieczu. W tej postaci śmiertelność była zawsze wysoka, a rokowanie bardzo nikłe. Wylęgała  się 2-3 dni. Mogła  spowodować 100% śmiertelności.[1]. Choroba była więc niewiarygodnie zaraźliwa. Dobitnie oddają to słowa papieskiego lekarza Simona de Covino: „Jeden chory mógłby zarazić cały świat” [2].

„Bo rzadki dóm, w którymby ludzie przebywali,

Żeby od ciebie plagi jakiej nie doznali.

Jedni śmiercią, drudzy zaś brzidkiemi wrzodami

Drudzy zaś niemocami byli ukarani.

Niektorzi zaś tak nagle tez poumierali

Stojąc, chodząc i siedząc na ziemię padali” [3]

 

[1]             W. Naphy, A. Spicer, Czarna śmierć, Warszawa 2004, s.28.

[2]             J. Clare, Średniowieczne miasta, Londyn 1992, s. 37.

[3]               J. Lompa, „Pieśni Ludu…,dz. cyt., s.149.

cdn.